Netflix, Spotify, dieta pudełkowa, luksusowy leasing i designerskie mieszkanie w centrum
Bielska. Żyjemy w czasach, w których tradycyjne posiadanie odeszło do lamusa na rzecz czystej
wygody. Dziś liczy się natychmiastowy dostęp. Jesteśmy mobilni, elastyczni i – jak sami z dumą o
sobie myślimy – doskonale zabezpieczeni technologicznie. Tylko dlaczego, gdy wszystko mamy
pod jednym kliknięciem w smartfonie, nasz życiowy plan awaryjny wciąż opiera się na
starożytnej i złudnej filozofii „jakoś to będzie”?
Zróbmy szybki i szczery rachunek sumienia. Ile aktywnych subskrypcji masz w tym momencie na swoim
telefonie? Pięć? Siedem? A może tak dużo, że nawet boisz się sprawdzać stan konta?
To absolutny rynkowy standard. Kupujemy dostęp do rozrywki, jedzenia, a nawet codziennych ubrań.
Chcemy mieć absolutną, niemal chirurgiczną kontrolę nad naszą codziennością: algorytm bezbłędnie
podpowiada nam playlistę na wieczór, kurier doskonale wie, o której godzinie dostarczyć lunch, a
dostawca pizzy melduje się pod drzwiami w kilkanaście minut.
Ten idealnie naoliwiony mechanizm współczesnego świata daje nam niesamowite, wręcz uzależniające
poczucie niezależności. Pojawia się jednak genialny, a zarazem niebezpieczny paradoks. Kiedy pytam
młodych, dynamicznych ludzi o to, co stanie się, gdy ten idealny, cyfrowy świat nagle się zatnie, a karta
płatnicza zostanie odrzucona… zapada głęboka, niezwykle niezręczna cisza.
Żyjemy w iluzji „wiecznego restartu”. Skoro w razie awarii aplikacji piszemy do supportu, a zepsuty
gadżet od ręki wymieniamy na nowy model, podświadomie uznaliśmy, że prawdziwe, życiowe dramaty
dotyczą wyłącznie innych ludzi. Wolimy kolekcjonować wspomnienia, łapać chwile i bez oporów wydawać
zarobione pieniądze na „tu i teraz”. Nic w tym dziwnego – w końcu realne doświadczenia są
nieskończenie bardziej ekscytujące niż nudna papierologia. Umówmy się – nikt o zdrowych zmysłach nie
wrzuca na Instagrama czy Facebooka zdjęcia z dobrze skonstruowaną polisą i podpisem: „Sprawdźcie
moją genialną polisę na życie i zdrowie!”. To nie zbiera setek lajków, to nie wygląda spektakularnie na i nie
budzi zazdrości znajomych.
Elastyczność bez żadnego planu B to nie jest prawdziwa wolność – to zwykła lekkomyślność.
Prawdziwym, autentycznym luksusem jest świadomość, że jeśli jutro powinie mi się noga, mój
wypracowany styl życia nie runie nagle jak domek z kart.
Najwyższy czas odczarować przestarzałe stereotypy. Nowoczesne ubezpieczenie to już dawno nie jest
nudna opowieść o majątku zbieranym przez czterdzieści lat i obrośniętych kurzem rodowych szafach.
Dzisiejsza polisa to nic innego jak tarcza ochronna dla Twojego dynamicznego „tu i teraz”. Chroni Twoje
zdrowie, Twoją mobilność, Twoje pasje oraz – co najważniejsze – Twoją zdolność do ciągłego zarabiania
pieniędzy.
Nowoczesne podejście nie wymaga od Ciebie rezygnacji ze spontaniczności czy odmawiania sobie
codziennych przyjemności. Wręcz przeciwnie – polega na tym, żeby do swojej pokaźnej kolekcji dopisać
jeszcze jeden, absolutnie najważniejszy abonament: subskrypcję na święty spokój.
Skoro co miesiąc bez mrugnięcia okiem płacisz za streaming wideo czy inne aplikacje, dlaczego tak ciężko
przychodzi Ci subskrybowanie własnego bezpieczeństwa? Jeśli chcesz wykupić taką subskrypcję na
bezpieczeństwo, zapraszamy do Certis Ubezpieczenia. To nie oznaka nudnej dorosłości, ale najwyższy
dowód życiowej zaradności i jedyna usługa, która w krytycznym momencie realnie uratuje Ci skórę.
